Pomógł mu w tym doktór170, który dowiedziawszy się o przyjeździe Felka, wpadł zły do pokoju Maciusia.

— Mój Felku, prosiłem cię, żebyś królowi głowy nie zawracał.

— Panie doktorze, proszę o ton spokojniejszy i o nazywanie mnie tak, jak się istotnie nazywam.

— A jak się istotnie nazywasz? — pyta się zdziwiony doktór.

— Jestem baronem fon Rauch.

— Od kiedy?

— Od chwili, kiedy jego królewska mość łaskawie udzielił mi tego tytułu tym oto oficjalnym aktem.

I Felek wskazał na leżący na stoliku papier, na którym nie wysechł jeszcze świeży podpis Maciusia.

Długa służba przy dworze nauczyła doktora karności. Zmienił więc natychmiast ton i spokojnie, ale stanowczo powiedział:

— Panie baronie fon Rauch, jego królewska mość jest na urlopie zdrowotnym, a za przebieg kuracji ja jestem odpowiedzialny. I w imię tej odpowiedzialności żądam, aby pan baron fon Rauch natychmiast wyjechał, gdzie pieprz rośnie.