Niepokój Maciusia wzrósł, gdy nazajutrz o zwykłej porze zjawił się jego zagraniczny guwerner na lekcję.

Zaledwo jednak połowa lekcji przeszła, gdy odwołano Maciusia do sali tronowej.

— To wyjeżdżają posłowie29 państw, które wypowiedziały nam wojnę.

— A dokąd oni jadą?

— Do siebie.

Dziwne się Maciusiowi zdawało, że im tak wolno spokojnie wyjechać, wolał to jednakże, niż gdyby ich wbito na pal albo poddano torturom.

— A po co oni przyszli?

— Pożegnać się z waszą królewską mością.

— Czy ja mam być obrażony? — zapytał się cicho, żeby lokaje nie słyszeli, boby stracili dla niego szacunek.

— Nie, wasza królewska mość pożegna się z nimi uprzejmie. Zresztą już oni to sami zrobią.