Za nim powtórzyli to samo oficerowie, za nimi żołnierze.

Maciuś widział wszystko, ale był bezsilny.

Wracają — formują się w szeregi — podnoszą porzucone karabiny. Białe flagi znikają, ale za późno.

Idą — już tną nożycami druty kolczaste.

— Wasza królewska mości — drżącym głosem przemawia jakiś stary jenerał.

Maciuś wie, co chce powiedzieć. Zeskoczył z konia i blady jak płótno — powoli i głośno rzekł:

— Kto chce zginąć, niech idzie za mną.

Niewielu znalazło się chętnych: Felek, Antek, Klu-Klu, kilka dziesiątków żołnierzy.

— Dokąd pójdziemy? — pytają.

— Pusty a mocny jest budynek, gdzie stały klatki lwów. Tam bronić się będziemy, jak lwy, po królewsku.