Probowano227 zająć budynek siłą, ale nadaremnie. Probowano wysłać parlamentariusza228. Ale wystarczało, że szedł do Maciusia, jak to jest we zwyczaju, pod osłoną białej flagi, żeby właśnie dlatego otrzymać dwie śmiertelne rany: kula zdruzgotała mu czaszkę, a strzała Klu-Klu przeszyła serce.
— Zabił parlamentariusza.
— Podeptał prawo międzynarodowe.
— Popełnił zbrodnię.
— To rzecz niesłychana.
— Stolica musi być ukarana surowo za zbrodnię swego króla.
Ale stolica przedtem już powiedziała:
— Maciuś nie jest naszym królem.
Kiedy aeroplany nieprzyjacielskie zaatakowały miasto, zebrali się obywatele miasta bogaci i znakomici na naradę.
— Dość mamy rządów niesfornego dzieciaka, dość tyranii tego szalonego chłopca. Jeżeli i tym razem zwycięży, będzie gorzej jeszcze, niż gdy zostanie pobity. Czy można przewidzieć, co mu do głowy strzeli? Jemu i jego Felkowi?