Oddział akurat sprawdzano, gdy przecisnęli się nie bez trudu na peron.
— Nie rozchodzić się — rozkazał młody porucznik. — Zaraz tu wrócę.
Felek opowiedział przygodę ochotnika i nie bez trwogi przedstawił Maciusia.
— Co też on powie? — ciekaw był Maciuś.
— Porucznik go wyrzuci z wagonu na pierwszej stacji. O tobie już mówiliśmy: i to się krzywił.
— Ej, wojak, ile masz lat.
— Dziesięć.
— Nic z tego nie będzie: chce, niech się do wagonu wkieruje. Ale go porucznik wyrzuci — i nam pewnie naurąga.
— Jak mnie porucznik z wagonu wyrzuci, to sam pieszo pójdę — krzyknął buntowniczo Maciuś.
Łzy go dusiły. Jak to, on król, który na białym koniu na czele zastępów, ze wszystkich okien obsypywany kwiatami winien był opuszczać stolicę — ukradkiem wymyka się, jak złodziej, by spełnić swój święty obowiązek obrony kraju i poddanych — i oto jedna za drugą spadają na niego obelgi.