— Powiadam wam, my we trzech idziem, a tu jak nie huknie: myślałem, że bomba z aeroplanu35. A to tylko skrzynia z rakietami. Potem gwiazdy takie spadły z nieba.
— A po diabła im rakiety do wojny.
— Żeby oświetlać drogę, jak nie ma reflektorów.
— A tam obok stoi ciężka artyleria. Konie się spłoszyły i — na nas. My oboje36 w bok, a on już nie zdążył.
— I bardzo go poraniło?
— Krwi było dużo. Zaraz go zabrali.
— Ot, wojna — westchnął któryś. — Macie tam jeszcze co z tego koniaku. Cóż tego pociągu nie widać?
W tej chwili właśnie nadjechał, sycząc, pociąg. Gwar — zamieszanie — bieganina.
— Nie wsiadać jeszcze — zawołał, biegnąc z dala, porucznik.
Ale głos jego stłumiła wrzawa.