Ale pamiętał Maciuś początek wojny. Poszli za daleko i mało wojny nie przegrali. Pamiętał Maciuś, że o głównodowodzącym mówili, że cymbał. I pamiętał Maciuś, że obiecał wówczas odjeżdżającym posłom, że postara się ich prędko zwyciężyć — i postawi łagodne warunki pokoju.
Długo milczał Maciuś, a wszyscy w milczeniu czekali.
— Gdzie jest nasz królewski jeniec? — zapytał się nagle.
— Jest tu niedaleko.
— Sprowadzić go proszę.
Wprowadzono okutego w kajdany nieprzyjacielskiego króla.
— Rozkuć kajdany — krzyknął Maciuś.
W tej chwili spełniono rozkaz, tylko straż bliżej jeńca stanęła, żeby nie uciekł.
— Zwyciężony królu — powiedział Maciuś — wiem, co to niewola. Daruję ci wolność. Jesteś pobity, więc proszę cię, żebyś resztę swojego wojska zabrał z mojego kraju.
I króla odwieziono samochodem, aż do okopów, a potem poszedł do swoich.