— A cóż ja tyran jestem, czy co? — zapytał się Maciuś, uważnie patrząc doktorowi w oczy.

— E, skądby znów tyran. Tylko, że przychodzę w trudnej sprawie.

— Jakiej?

— Chciałem prosić o parę drobnych ulg dla uwięzionych.

— Mów śmiało, doktorze. Na wszystko z góry się zgadzam. Ja się na nich wcale nie gniewam, ja ich wypuszczę z więzienia, tylko muszą mi obiecać, że się za bardzo rozporządzać nie będą.

— O, to prawdziwie królewskie słowa — zawołał uradowany doktór. I śmiało zaczął wyliczać prośby uwięzionych. — Prezes ministrów prosi o poduszkę, materac i pierzynę, bo nie może spać na słomie, bo kości go bolą...

— A ja spałem na ziemi — wtrącił Maciuś.

— Minister zdrowia prosi o szczoteczkę i proszek78 do zębów. Minister handlu prosi o biały chleb, bo nie może jeść czarnego więziennego chleba. Minister oświaty prosi o książkę do czytania. Minister spraw wewnętrznych prosi o proszek, bo ze zmartwienia dostał boleści.

— No, a minister sprawiedliwości?

— On o nic nie prosi, bo wyczytał w 745 tomie praw, że uwięzieni ministrowie dopiero po trzech dniach pobytu w więzieniu mają prawo składać prośby do łaski królewskiej, a oni siedzą dopiero trzy godziny.