— Nie, nie mogę. Jak mam zmartwienie, to nigdy nie jem.
— A czy ty często miewasz zmartwienia?
— Tu na kolonii nie, ale w domu często...
„Kochani, niezapomniani Rodzice! — pisał Kruk starszy do domu. — Po pierwsze donoszę Wam, że jest nam tu bardzo dobrze. Obym to samo usłyszał i od Was — na wieki. Nie tęsknimy do domu i co dzień chodzimy do lasu. Po drugie, bawimy się dobrze, i Chaim jest grzeczny. Bądźcie zdrowi i mocni. Kłaniam się od siebie Ber-Lejby i od Chaima”.
Ktoś w żartach nazwał Kruka księciem. Choć żart, nie tak daleki od prawdy.
Są w życiu dwa królestwa: jedno, królestwo rozrywek, salonów i pięknych strojów. I tu są ci książętami, którzy od wieków byli najbogatsi, najweselej się śmieli i najmniej pracowali. Jest drugie, wielkie królestwo — trosk, głodu i znojnej pracy; jego książęta już w dzieciństwie wiedzą, ile funt chleba kosztuje, opiekują się młodszym rodzeństwem i razem z rodzicami ciężko pracują.
Czarnecki, Kruk z kolonii są książętami w państwie smutnych myśli i czarnego chleba, są książętami z dziada i pradziada; w prastarych czasach otrzymali zaszczytne szlachectwo.
Rozdział szesnasty
Kłopoty dozorców. Generał koniem. Jak barany nauczyły człowieka rozumu.
Panów, którzy przeszkadzają chłopcom dobrze się bawić, jest na kolonii czterech.