Mały dyżurny chce, by go szanowano — i co z tego wynikło. Niesprawiedliwy wyrok i historia o brodzie, mydle i brzytwie.
Kiedy Geszel Grozowski zawinił, sąd wydał niesprawiedliwy wyrok. A było to tak.
Mały Adamski, jak wiadomo, jest ręcznikowym dyżurnym: pilnuje, aby na każdym łóżku ręcznik wisiał na środku poręczy, a przed obiadem wynosi na werandę trzy ręczniki do obcierania rąk. Mały Adamski zasługuje więc na szacunek, bo jest dyżurnym; a jednak chłopcy nie chcą go szanować, ten i ów umyślnie krzywo ręcznik powiesi, żeby mały się gniewał i miał więcej roboty — albo nie obmywszy dobrze rąk z piasku, już łapie za ręcznik i brudzi.
— Nikt nie chce mnie słuchać — żali się mały dyżurny.
Raz w taki sposób postanowił zyskać szacunek: opowiedział bardzo ciekawą historię, że był z ojcem u felczera i widział, jak tam smarowano panom mydłem brody, a potem golono brzytwami.
Starsi chłopcy bardzo się temu dziwili.
— Nie, to być nie może — mówili — ty nie byłeś z ojcem u felczera.
— Jak mamę kocham, że byłem.
— Wreszcie, może byłeś, ale nie widziałeś, że smarowano tam mydłem brody.
— Właśnie, że widziałem.