Kto pochwyci i jaki zrobi użytek?

Już teraz częściej zamiast dokuczliwego i samolubnego: „ja” słyszy się szlachetne: „my”, zamiast samowoli spotyka się przepisy i prawa gry. Jest sędzia, niestety, nie zawsze sprawiedliwy.

Często egoizm jednostek zastępuje równie przykry i niski egoizm partii, grupy, obozu. Trzeba się nauczyć z godnością przegrywać, uczciwie oceniać wartość przeciwnika.

Pamiętam, grali raz chłopcy w „dwa ognie”. Z jednej strony zostało trzech, z drugiej strony został jeden tylko chłopiec. Stała się rzecz nadzwyczajna: od razu ich wszystkich trzech wybił. Jakoś tak mu piłka sama wracała do ręki; tamci oszołomieni już wcale się nie bronili.

Rozległy się oklaski. Bili brawo i winszowali i zwycięzcy, i zwyciężeni, swoi i przeciwnicy, cieszyli się wszyscy. Łzy wzruszenia stanęły mi w oczach i nie wstydzę się tych łez.

O, tak być powinno! Nie zazdrość, dąsy i skargi, przechwalanie się i poniżanie przeciwnika, a rycerskie poczucie wartości własnej i cudzej, dumna ufność w swe siły mimo niepowodzenia, pewność, że równy z równym się zmaga, szacunek dla człowieka.

Wiele się poprawiło. Pamiętam złe, przeklęte czasy zbójeckich bójek i ciskania kamieniami. Wiele bójek widziałem. Pod wpływem gier sportowych i bójki nawet wyszlachetniały.

Gdy widzę bójkę dwóch chłopców równej siły, nie przerywam jej nagle, tylko przyglądam się razem ze wszystkimi.

Lepiej poczekać, bo jeśli zaraz się wtrącić, budzi się jeszcze większa zaciętość.

Rzadko bójka wynika przypadkowo, często uraza wzajemna trwa długo, zanim nastąpi wybuch. Owszem, są tacy, którzy często i chętnie pchną albo uderzą młodszego, albo słabszego — tego surowo zabraniam, i koledzy nie pozwolą. Ale wiem, że nawet złośnik i awanturnik nie lubi bójek, gdy wie, że oberwie.