Mówił ojciec:
— Trudno mu tam będzie. Niespokojne są duże miasta. Inaczej żyją tam ludzie. Co będzie, jeżeli syn zachoruje?
A pan Romanet:
— Ludwik nie zachoruje. Będzie zdrów. Ma tam szkołę nasz ziomek, dobry pan Barbet. Zaopiekuje się chłopcem.
Jeszcze bronił się ojciec. Mówił:
— Mało mam pieniędzy. Za drogo.
Będzie mało płacił. Pan Barbet poradzi swojakowi. Ludwik będzie pomagał bogatym chłopcom, którym trudno się uczyć.
— Już my to urządzimy.
— Ano trudno: niech jedzie.
Listopad. Zimno. Smutno. Pada deszcz ze śniegiem.