— Ich melde gehorsam, Herr Oberst, ich bin besoffen. Jestem prosię — powtarzał dziesięć razy z rzędu ze szczerą, rozpaczliwą beznadziejnością.
A zwracając się do Szwejka prosił i żebrał natrętnie:
— Wyrzućcie mnie z samochodu. Dlaczego wieziecie mnie z sobą?
Po chwili usiadł i mruczał pod nosem:
Hej, miesiączku miły, czemuś taki smutny?
— Czy pan kapitan wierzy w nieśmiertelność duszy? Czy koń może się dostać do nieba?
Zaczął śmiać się na cały głos, ale po chwili posmutniał znowu i apatycznie spoglądał na Szwejka, mówiąc do niego:
— Pan pozwoli, ale ja pana już gdzieś widziałem. Czy nie był pan w Wiedniu? Pamiętam pana z seminarium.
Przez chwilę bawiło go skandowanie wierszy łacińskich:
Aurea prima sata est aetas, quae vindice nullo.