Szwejk czytał:
„Czyni się to tak: ksiądz namaszcza poszczególne zmysły chorego modląc się przy tym:
»Przez to święte namaszczenie niechaj ci Bóg w swoim nieograniczonym miłosierdziu odpuści, cokolwiek zgrzeszyłeś wzrokiem, słuchem, powonieniem, smakiem, językiem, dotykiem, chodem«”.
— Ciekaw jestem, Szwejku — odezwał się kapelan — jak też człowiek może nagrzeszyć dotykiem, możecie mi to wyjaśnić?
— Wiele może nagrzeszyć, panie feldkurat, na przykład sięgnie choćby do cudzej kieszeni, albo i na zabawie tanecznej, wszak mnie ksiądz kapelan rozumie, jakie tam bywa przedstawienie.
— A chodem Szwejku?
— Kiedy zacznie utykać, żeby wzbudzić litość.
— A powonieniem?
— Kiedy mu się jakiś smród nie podoba.
— A smakiem, Szwejku?