— Szwejku — rzekł porucznik — macie szczęście. Ta dama, która mieszkała u mnie, już odjechała. Zabrał ją pan małżonek. Za wszystkie wasze usługi zostawiła dla was na umywalni czterysta koron. Musicie podziękować jej grzecznie albo jej panu małżonkowi, ponieważ to są jego pieniądze, które zabrała ze sobą. Ja wam list podyktuję.
Porucznik Lukasz dyktował:
„Wielce Szanowny Panie! Raczy pan przyjąć najserdeczniejsze podziękowanie za czterysta koron, które ofiarowała mi Pańska małżonka za usługi wyświadczone jej podczas pobytu w Pradze. Wszystko, co dla niej uczyniłem, pochodziło z dobrego serca i dlatego nie mogę przyjąć tej sumy i odsyłam ją...”
— No, no, piszcie dalej, Szwejku. Czemu się tak kręcicie? Coście napisali?
— I odsyłam ją... — rzekł tragicznie drżącym głosem Szwejk.
— Więc dobrze:
„...odsyłam ją Pani z wyrazami najwyższego szacunku. Uniżone pozdrowienie i ucałowanie rąk dla Szanownej Pani. Józef Szwejk, służący porucznika Lukasza”.
— Napisane?
— Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że jeszcze brak daty.
— Dwudziestego grudnia 1914. Tak, a teraz napiszcie adres na kopercie, weźcie tych czterysta koron, zamieście je na pocztę i wyślijcie je pod tym adresem.