— Jaresz.

— A z których Jareszów? Z tych z Krcza koło Protivina czy z Rażic?

— Z Rażic.

— A stary jeszcze rozwozi piwo?

— Ciągle.

— Ten już będzie miał więcej jak sześćdziesiąt.

— Sześćdziesiąt osiem skończył na wiosnę — odpowiedział spokojnie Szwejk. — Teraz kupił sobie psa, i jazda, panie gazda. Pies siedzi na wozie i pilnuje. Akurat taki pies jak ten, co goni wróble. Ładny piesek, bardzo ładny.

— To nasz — pouczała go nowa znajoma. — Ja jestem w obowiązku u pana pułkownika. Pan nie zna naszego pułkownika?

— Znam go, to bardzo inteligentny pan — rzekł Szwejk. — U nas w Budziejowicach też był taki jeden oberst.

— Nasz pan jest bardzo surowy, a gdy niedawno mówili, że nas w Serbii sprali, to przyszedł do domu wściekły, potłukł w kuchni wszystkie talerze i chciał mnie wyrzucić.