— Byłem...
— Dziękuję. O tym, gdzie pan był, nie ma mowy, chcę wiedzieć, gdzie pan jest teraz.
— W 91 pułku piechoty, panie generale. Zostałem przeniesiony...
— A, przeniesiony... Bardzo dobrze zrobili. Nie zaszkodzi panu, gdy w czasie najbliższym przespaceruje się pan razem z 91 pułkiem gdzieś na front.
— Co do tego decyzja już zapadła, panie generale.
Generał zaczął obszerny wykład o tym, iż oficerowie, jak to zauważył w ostatnich latach, rozmawiają ze swoimi podwładnymi w tonie bardzo poufałym i że widzi w tym krzewienie niebezpiecznych zasad demokratycznych. Żołnierza trzeba trzymać w strachu przed przełożonymi, żołnierz musi drżeć przed swoim oficerem, bać się go. Oficerowie muszą trzymać żołnierzy dziesięć kroków od siebie i nie powinni im pozwalać, aby myśleli samodzielnie, w ogóle nie powinni tolerować myślenia, bo na tym polega tragiczny błąd ostatnich lat. Dawniej szeregowcy bali się oficerów jak ognia, ale dzisiaj...
Generał machnął ręką, jakby tracił wszelką nadzieję.
— Dzisiaj prawie wszyscy oficerowie pieszczą się z żołnierzami, to chciałem powiedzieć.
Generał rozłożył znowu gazetę i zabrał się do czytania. Porucznik Lukasz, blady, wyszedł na korytarz, żeby rozprawić się ze Szwejkiem.
Ujrzał go stojącego przy oknie z tak błogim i zadowolonym wyrazem twarzy, jaki może mieć tylko miesięczne dzieciątko, które się nassało i lula spokojnie.