Po chwili w areszcie rozbrzmiewał śpiew, od którego w korytarzu aż szyby brzęczały:
Przy armacie stał,
I wciąż, i wciąż, i wciąż...
Przy armacie stał
I wciąż ją nabijał.
Leci kula jak szalona,
Oberwała mu ramiona,
A ten ciągle stał,
I wciąż, i wciąż, i wciąż...
Przy armacie stał