— Więc pan już wie o tym, że służący pański Szwejk jest w areszcie i że zostanie prawdopodobnie oddany pod sąd dywizyjny?
— Wiem, panie pułkowniku.
— Oczywiście, że to nie wszystko — z naciskiem rzekł pułkownik, pastwiąc się nad swoim podwładnym. — Na tym sprawa się nie skończy. Opinia publiczna jest wzburzona tym, co spłatał pański służący, ale do całej tej afery zostało wplątane także i pańskie nazwisko, panie poruczniku. Z dowództwa dywizji nadesłano nam już pewien materiał. Mamy także kilka gazet, które pisały o wypadku. Może pan mi te artykuły przeczyta na głos.
Podał porucznikowi Lukaszowi gazety z zakreślonymi artykułami, a porucznik zaczął odczytywać jeden z nich głosem tak monotonnym, jakby z czytanki dla dzieci odczytywał zdanie: „Miód jest daleko pożywniejszy i strawniejszy od cukru”.
„Gdzie mamy gwarancję swej przyszłości?”
— Czy to jest „Pester Lloyd”, panie poruczniku? — zapytał pułkownik.
— Tak jest, panie pułkowniku — odpowiedział porucznik Lukasz i czytał dalej:
„Wojna wymaga współdziałania wszystkich obywateli monarchii austro-węgierskiej. Jeśli chcemy zapewnić sobie pokój i bezpieczeństwo, to wszystkie narody muszą wspomagać się wzajemnie, a gwarancja naszej przyszłości spoczywa właśnie w tym rzetelnym szacunku, jaki narody okazują sobie wzajemnie. Największe ofiary naszych dzielnych żołnierzy, posuwających się stale naprzód, byłyby daremne, gdyby nasze tyły, czyli organa odżywcze naszych sławnych wojsk, nie były należycie zjednoczone, gdyby za plecami naszych żołnierzy pojawiały się żywioły rozbijające jednolitość państwa, a przez swoją niegodziwą agitację obniżające wartość władzy państwowej. Żywioły takie musiałyby uniemożliwić ostatecznie współdziałanie obywateli i doprowadziłyby do zamieszek. W tej dziejowej chwili nie możemy spoglądać spokojnie na garść ludzi, którzy powodowani szowinizmem narodowym zakłócają zgodną pracę wszystkich narodów i przeszkadzają dziełu ukarania tych nędzników, którzy na państwo nasze napadli bez jakiegokolwiek powodu, z zamiarem odarcia go ze wszystkich dóbr kulturalnych. Nie podobna przemilczeć tych objawów chorobliwej nienawiści, która dąży tylko do zniweczenia jedności w duszach narodu. Już nieraz nadarzała się nam sposobność do zwracania uwagi w naszym piśmie na to, że władze wojskowe zmuszone były z całą surowością występować przeciwko tym jednostkom z czeskich pułków, które to jednostki, nie szanując chwalebnej tradycji owych pułków, krzewią po miastach i miasteczkach węgierskich nienawiść przeciwko całemu narodowi czeskiemu, który jako całość niczemu nie jest winien, albowiem zawsze stał niezachwianie na straży interesów tego państwa, o czym świadczy długi szereg znakomitych wodzów czeskich, że wspomnimy tu jedynie o sławnej pamięci marszałku Radetzkim i innych obrońcach mocarstwa austro-węgierskiego. Tym to świetlanym postaciom przeciwstawia się kilku łobuzów należących do czeskich szumowin społecznych. Korzystając z wojny światowej zgłosili się dobrowolnie do wojska, aby zakłócać jednomyślność narodów monarchii, kierując się przy tym swymi najniższymi popędami. Zwracaliśmy już uwagę na awantury pułku X w Debreczynie, którego postępki były omawiane i potępione przez parlament w Budapeszcie, a którego sztandar pułkowy został później na froncie ________. Kto ma na sumieniu ten haniebny grzech? ________. Kto pędził czeskich żołnierzy ________. Co sobie myśli obca hołota w naszej węgierskiej ojczyźnie, najlepiej świadczy to, co się stało niedawno w Kirlay Hidzie, tej wyspie węgierskiej nad Litawą. Jakiej narodowości są żołnierze z pobliskiego obozu wojskowego w Brucku nad Litawą, którzy napadli i poturbowali tamtejszego obywatela i kupca pana Gyula Kakonyi? Uważamy za bezwzględny obowiązek odnośnych władz, aby wyświetliły tę sprawę i zwróciły się z zapytaniem do dowództwa wojskowego, które ze swej strony na pewno już zajęło się tą aferą, jaka rola w tym szczuciu przeciwko narodowi węgierskiemu przypada porucznikowi Lukaszowi, którego imię powtarzane jest w mieście w związku z tym, co się tam niedawno stało. Donosi nam o tym nasz korespondent miejscowy zebrawszy bogaty materiał dotyczący całej tej sprawy, która woła po prostu o pomstę do nieba. Czytelnicy »Pester Lloyd« na pewno z zaciekawieniem będą śledzić bieg tej sprawy; nie omieszkamy ich zapewnić, że wkrótce zaznajomimy ich bliżej z całym tym wydarzeniem, mającym tak wyjątkowe znaczenie. Jednocześnie wszakże oczekujemy komunikatu urzędowego o zbrodni w Kiraly Hidzie, jakiej dopuszczono się na miejscowej ludności madziarskiej. Że sprawą tą zajmie się także parlament w Budapeszcie, o tym mówić nie trzeba. Czeskich żołnierzy, przejeżdżających przez Węgry na front, trzeba nauczyć szacunku dla naszych praw Korony Św. Stefana. Jeśli zaś istnieją jeszcze ludzie, którzy nie rozumieją znaczenia takich wybryków, jakie się zdarzają, to niechaj wiedzą, że w czasach wojny uczy się różnych awanturników poszanowania prawa kulą, stryczkiem, kryminałem i bagnetem. Gdzie nie ma dobrej woli, tam siła nauczy, jak trzeba się liczyć z interesami naszej wspólnej ojczyzny”.
— Kto jest podpisany pod tym artykułem, panie poruczniku?
— Bela Barabas, redaktor i poseł, panie pułkowniku.