— Tam wiedzą akurat tyle, co i my, to znaczy gówno.
— Niech panienka nie będzie ordynarna. Konserwy fasowalicie już? Od nas poszli po konserwy, ale nie przynieśli nic. Magazyn był zamknięty.
— I nasi przyszli z pustymi rękoma.
— No to na próżno robią panikę. A jak ci się zdaje, gdzie pojedziemy?
— Do Rosji.
— Prędzej chyba do Serbii. Ale to się pokaże dopiero w Budapeszcie. Jeśli skierują nas na prawo, to z tego będzie Serbia, a jeśli na lewo, to Rosja. Czy macie już chlebaki? Podobno teraz będzie podwyższony żołd. W karcięta grasz? No to przyjdź jutro. My tu łupimy w karty co wieczór. Ilu was tam jest przy telefonie? Sam? No to pluń na wszystko i idź spać. Jakieś dziwne u was panują porządki. Trafiło ci się jak ślepej kurze ziarno? Nareszcie przychodzą zluzować mnie. Dobranoc!
Szwejk usadowił się przy telefonie i niebawem słodko zasnął zapomniawszy zawiesić słuchawkę, skutkiem czego nikt mu nie mógł przeszkadzać w drzemce, chociaż telefonista kancelarii pułkowej wściekał się, że nie podobna się dodzwonić do kancelarii 11 kompanii marszowej, której trzeba było przekazać nowy telefonogram, że do jutra do godziny dwunastej ma być zestawiony spis wszystkich szeregowców, którzy nie byli poddani ochronnemu szczepieniu przeciw tyfusowi.
Porucznik Lukasz bawił się tymczasem jeszcze wciąż w kasynie oficerskim z lekarzem wojskowym Szanclerem, który siedział okrakiem na krześle i rytmicznie walił kijem od bilardu o podłogę, wygłaszając jednocześnie takie zdania:
— Sułtan Saracenów Salah-Edin pierwszy uznał neutralność korpusu sanitarnego.
— Rannymi winny opiekować się obie strony.