Hej, ty dzielna wiaro, nie lękaj się nędzy,

Bo za tobą wiozą pełen wóz pieniędzy.

Hop, hop, hop!

— Olaboga, proszę pana! — ozwał się w kuchni głos żałosny, ale Szwejk kończył akurat swoją pieśń wojenną:

Pełen wóz pieniędzy, w powozie dziewczęta —

Nie masz świetniejszego nad nasz regimentu.

Hop, hop, hop!

Pani Müllerowa dopadła drzwi i pobiegła po lekarza. Powróciła za godzinę, kiedy Szwejk właśnie podrzemywał.

Zbudził go ze snu grubawy pan, który przez chwilę trzymał dłoń na jego czole i mówił:

— Niech pan się nie boi, ja jestem doktor Pavek z Vinohrad. Daj pan rękę. Ten termometr proszę włożyć pod pachę... Dobrze. Pokaż pan język, jeszcze, schowaj pan język. Na co umarł pański ojciec? Na co matka?