— Posłusznie melduję, panie lejtnant, że z takim samym nocnikiem był kiedyś ładny szpas w Podiebradach. Opowiadano sobie o tym u nas na Vinobradach, w gospodzie. W owym czasie zaczęto wydawać w Podiebradach-Zdroju taką sobie gazecinę „Niezawisłość”, a głową jej był podiebradzki aptekarz, zaś redaktorem zrobili niejakiego Władysława Hajka z Domażlic. A ten pan aptekarz był to sobie taki dziwak, że zbierał stare garnki i inne takie drobiazgi, aż sobie uzbierał całe muzeum. Otóż pewnego razu ten domażlicki Hajek zaprosił do wód podiebradzkich jakiegoś kolegę, który także pisywał do gazet, i obaj wstawili się porządnie, bo się już z tydzień nie widzieli, no i gość obiecał gospodarzowi redaktorowi, że za tę fetę napisze mu felieton do jego niezawisłej gazetki, niby do „Niezawisłości”, od której jednak sam był zależny. Więc napisał ten jego kolega taki felieton o jakimś zbieraczu, który znalazł w piasku na brzegu Łaby stary blaszany nocnik i myślał, że to przyłbica świętego Wacława, i narobił tyle hałasu, że na miejsce zjechał aż biskup Brynych z Hradca z procesją i z chorągwiami. Ten aptekarz wziął to wszystko do serca, że to niby przytyk do niego, więc i on, i ten pan Hajek zaczęli się boczyć na siebie.
Podporucznik Dub byłby najchętniej strącił Szwejka na łeb z nasypu, ale się opanował i tylko wrzasnął na wszystkich:
— Mówię wam, żebyście się tu nie gapili. Wy mnie wszyscy jeszcze nie znacie, ale poznacie wy mnie jeszcze...
A wy zostaniecie tutaj! — wrzasnął na Szwejka głosem srogim, gdy ten razem z innymi chciał się oddalić.
Stali tak naprzeciw siebie i podporucznik Dub zaczął się zastanawiać, co by tak powiedzieć straszliwego. Uprzedził go Szwejk:
— Posłusznie melduję, panie lejtnant, że byłoby dobrze, gdyby ta ładna pogoda trwała dalej. Za dnia nie bywa zbyt gorąco, a noce są także dość przyjemne, tak że pogoda do wojowania jest w sam raz.
Podporucznik Dub wyjął rewolwer i zapytał:
— Znasz to?
— Posłusznie melduję, panie lejtnant, znam to. Pan oberlejtnant Lukasz ma taki sam.
— Więc sobie, ty łobuzie, zapamiętaj — powiedział podporucznik chowając rewolwer — że mogłoby cię spotkać coś bardzo nieprzyjemnego, gdybyś w dalszym ciągu uprawiał tę swoją propagandę.