A ja byłem naprawdę głupi, taki straszliwie głupi, bo, posłusznie melduję, panie oberlejtnant, chodziliśmy po miedzach w wysokim zbożu, gdzie nie było żywego ducha, i nawet nie przysiedliśmy, a ja pokazywałem jej ciągle całe to błogosławieństwo boże i mówiłem jej, ja głupi, tej wiejskiej dziewczynie, że to jest żyto, a to pszenica, a tamto znowu owies.
Jakby na potwierdzenie tego owsa gdzieś na czele kolumny dobrzmiewały głosy żołnierzy śpiewających pieśń, z którą pułki czeskie chodziły już pod Solferino, aby krwawić się i ginąć za Austrię:
A gdy było po północy,
Owies z worka wyskoczył.
Żupajdija, żupajda,
Każda panna da...
Co znowu uzupełniały inne glosy:
Oj da, oj da, oj da,
Bo czemuż nie dać ma?
Gdy się gratka nadarzy,