Że żaden dąb się na to nie zgodzi,
By na nim zawisł ten Judasz-złodziej,
Więc wisi na drzewie osiki
Z francuskiej republiki.
Kapitan Sagner nie doczytał jeszcze tego wierszyka zawierającego „nieokiełznany humor i niedościgniony dowcip”, gdy do wagonu sztabowego wpadł ordynans batalionu Matuszicz.
Został przez kapitana Sagnera wysłany do centrali telegraficznej dowództwa stacji, czy nie ma tam czasem jakich nowych dyspozycji, i przyniósł telegram z brygady. Nie trzeba było sięgać po żaden klucz szyfrowy. Telegram brzmiał jasno i zgoła nietajemmiczo:
„Rasch abkochen, damn Vermarsch nach Sokal”.
Kapitan Sagner zamyślił się i pokręcił głową.
— Posłusznie melduję — rzekł Matuszicz — że dowódca stacji prosi pana na rozmowę. U niego jest jeszcze jeden telegram.
Doszło następnie do bardzo poufnej rozmowy między dowódcą stacji a kapitanem Sagnerem.