— Posłusznie melduję...
— Stul gębę, kadecie Biegler, gdy rozmawia z tobą Pan Bóg.
— Posłusznie melduję — wyjąkał Biegler jeszcze raz.
— Więc ty nie zamkniesz gęby? — krzyknął na niego Pan Bóg i otworzywszy drzwi zawołał: — Dwóch aniołów! Żwawo!
Weszli dwaj aniołowie z karabinami przewieszonymi przez lewe skrzydła. Biegler poznał w nich Matuszicza i Batzera.
Z ust Pana Boga zabrzmiał rozkaz:
— Wrzucić go do latryny!
Kadet Biegler zapadał się gdzieś w straszliwy smród.
*
Naprzeciwko śpiącego kadeta Bieglera siedział Matuszicz ze służącym kapitana Sagnera Batzerem i ciągle jeszcze grali w zechcyka.