I pochylając się nad kadetem, zapytał go po niemiecku:
— Also wie geht’s?
— S... s... se... hr... hr gu... gu... tt — zaszczękał zębami kadet Biegler. — Ei... ei... ne De... deck... cke.
— Świadomość częściowo jasna, częściowo przyćmiona — rzekł lekarz węgierski. — Ciało ogromnie wychudzone, wargi i paznokcie powinny być czarne... Już mam trzeci taki przypadek, że umierają u mnie ludzie na cholerę bez czarnych paznokci i warg.
Pochylił się nad kadetem i mówił dalej po madziarsku:
— Serce ledwie bije...
— Ei... ei... ne... ne De... de... de... deck... cke... cke — dygotał kadet Biegler.
— To, co teraz mówi, to ostatnie jego słowa — rzekł lekarz sztabowy do podoficera-sanitariusza po madziarsku. — Jutro pochowamy go razem z majorem Kochem. Teraz traci przytomność. Czy papiery jego są w kancelarii?
— Pewno są — odpowiedział spokojnie sanitariusz.
— Ei... ei... ne... ne De... de... de... deck... cke... cke — wołał za odchodzącymi kadet Biegler szczękając zębami.