Zaspany porucznik przewrócił się na drugi bok i przez sen mruczał:

— Trzy dni koszarniaka — i spał dalej.

Szwejk po cichu wyszedł z pokoju, wyciągnął nieszczęsnego spod kanapy i rzekł do niego:

— Masz trzy dni koszarniaka. Abtreten!

Angorski kot znowu wlazł pod kanapę.

4

Szwejk szykował się do wyjścia na miasto, by się rozejrzeć za jakimś pinczerem, gdy do drzwi zadzwoniła młoda dama i zapytała o porucznika Lukasza. Obok niej stały dwa ciężkie kufry, a na schodach dojrzał Szwejk jeszcze czapkę posłańca, który chodził na dół.

— Nie ma go w domu — rzekł Szwejk twardo, ale młoda dama weszła tymczasem do przedpokoju i wydała Szwejkowi kategoryczny rozkaz:

— Wnieście kufry do pokoju.

— Bez pozwolenia pana porucznika nie można — rzekł Szwejk. — Pan porucznik nakazał mi, abym bez jego pozwolenia nigdy nic nie robił.