— A tak. Pewnego dnia przybyła do niego komisja, oświadczyła mu, że nie jest godzien korzystać ze sztucznej nogi, więc protezę odpięli i zabrali. Albo i to jest wielki szpas — mów Szwejk dalej — gdy krewni jakiego poległego dostają raptem tak medal i list, w którym jest napisane, że udziela się im odznaczenia i zaleca się, żeby ten medal zawiesili na honorowym miejscu. Przy ulicy Bożetiecha na Vyszehradzie rozzłościł się pewien ojciec, bo mu się wydawało, że władze kpią sobie z niego, i medal otrzymany w taki sposób zawiesił w wychodku, a policjant, który mieszkał w tym samym domu i korzystał z tego samego wychodka, oskarżył rozzłoszczonego ojca o zdradę stanu, no i ucierpiał biedak swoje rozzłoszczenie.

— Z tego wynika — rzekł jednoroczny ochotnik — że komu pierwsza chwałka, temu pierwsza pałka. Niedawno wydano w Wiedniu Pamiętnik jednorocznego ochotnika, a w tym pamiętniku są takie ładne wiersze:

Poległ w walce ochotnik dzielny,

Lecz piękna o nim pieśń powtarza,

Że przykład dał nam nieśmiertelny,

Jak się umiera za cesarza.

Już zwłoki wiozą na lawecie,

Na pierś kapitan medal mu przypina,

Chwała po całym leci świecie,

Monarchia czci swojego syna...