— Halt! — zawołał. — Jeszcze nie, dopiero jak dam znak. Teraz: spocznij! Ja za chwilę wrócę.
Poszedł na dworzec i ruszył za eskortą, którą zatrzymał energicznym: — Halt!...
Dokąd to? — surowo zapytał kaprala, który nie wiedział, co ma robić w nowej sytuacji.
Zamiast niego odpowiedział poczciwie i zacnie Szwejk:
— Do Brucku nas wiozą. Jeśli pan feldkurat raczy, to może pojechać razem z nami.
— Żebyś wiedział, że pojadę — oświadczył pater Lacina i obracając się do eskorty dodał: — Kto tam mówi, że nie mogę pojechać z wami? Vorwärts! Marsch!
Gdy oberfeldkurat znalazł się w wagonie aresztanckim i wyciągnął się na ławie, poczciwy, jak zawsze, Szwejk zdjął z siebie płaszcz i podłożył go patrowi pod głowę. Kapral przyglądał się temu okiem wystraszonym, ale jednoroczny ochotnik uspokoił go słowy:
— Oberfeldkuratami należy opiekować się troskliwie.
Pater Lacina, wygodnie wyciągnięty na ławie, zaczął wywodzić:
— Ragoût na grzybkach, moi panowie, jest tym lepsze, im więcej jest grzybków, ale grzybki należy przedtem usmażyć z cebulką i dopiero potem dodaje się listek bobkowy i cebulę...