Gdyby w bramie tego domu był ktoś rozumiejący po czesku, to byłby usłyszał hasło Vodiczki: „Ty nie znasz Madziarów...” Było to streszczenie mądrości życiowej, którą zdobył Vodiczka w zacisznym szynczku nad Litawą, otoczonym ogrodami sławetnej Kiraly Hidy i górami, które żołnierze wspominać będą zawsze z przekleństwem i nienawiścią z powodu niezliczonych udręk i ćwiczeń przy zaprawianiu się do mordów i rzezi masowych przed wojną i podczas wojny.

*

Szwejk i Vodiczka stali przed drzwiami mieszkania pana Kakonyi. Zanim Szwejk nacisnął guzik dzwonka, rzekł do Vodiczki:

— Słyszałeś już zapewne, kolego, że ostrożność jest matką mądrości.

— Ja gwiżdżę na ostrożność — odpowiedział Vodiczka. — Trzeba tak zrobić, żeby nawet nie miał czasu na otwarcie gęby.

— Tu nie chodzi o żadne otwarcie gęby, Vodiczko — rzekł Szwejk i zadzwonił, a Vodiczka dodał:

Eins, zwei i mój Madziar zleci na łeb po schodach.

Drzwi się otworzyły i służąca zapytała ich po węgiersku, czego sobie życzą.

Nem tudom — rzekł wzgardliwie Vodiczka. — Ucz się, panno, po czesku.

Verstehen Sie deutsch? — zapytał Szwejk.