— Szwejka przydzielam panu jako Kompanie-Ordonnanz.
Pułkownik wstał i podając rękę blademu z wrażenia porucznikowi rzekł:
— A więc wszystko jest w porządku. Życzę panu, aby się pan odznaczył na wschodnim froncie i w ogóle wszystkiego najlepszego. A jeśli kiedyś spotkamy się znowuż, to niech pan nie unika naszego towarzystwa, jak to było w Budziejowicach.
Porucznik Lukasz, wracając do siebie, powtarzał sobie przez całą drogę:
— Kompanie-Kommandant, Kompanie-Ordonnanz...
Przed jego oczami co chwila wyłaniała się postać Szwejka.
Gdy porucznik polecił feldfeblowi rachuby Vańkowi, aby mu wyszukał jakiegoś nowego służącego zamiast Szwejka, ten odpowiedział:
— Myślałem, że pan porucznik jest ze Szwejka zadowolony.
Gdy się dowiedział, że Szwejk został mianowany ordynansem kompanii, zawołał:
— Boże, bądź nam miłościw!