— To jakiś nauczyciel z ostatniej kompanii marszowej — rzekł strzelec siedzący obok Szwejka — będzie zamiatał swój kąt. Ogromnie porządny człowiek. Siedzi tu za to, że napisał jakiś wierszyk.

Chodź tu, bracie profesorze! — zawołał na człowieka z miotłą, który wolno i z powagą zbliżył się do ławy. — Zadeklamuj nam ten wiersz o wszach.

Żołnierz z miotłą chrząknął i zadeklamował:

Wszystko zawszone. Front się wiszcze cały,

Od wszów się roi pod odzieżą.

W wygodnych łóżkach generały

Co dzień bieliznę mają świeżą.

Zawszeni wszyscy: młodzi, starzy,

Nad wszów przyszłością czuwa straż,

Bo już się z pruską weszką parzy