— Szpas i bujda — zgodził się jednoroczny ochotnik — bo przecież wojen nie wygrywa się sprawami sądowymi. Jeśli już koniecznie chcą się ze mną prawować, to niech się prawują. Na ogół wziąwszy, jeden proces sądowy mniej czy więcej nic w sytuacji zmienić nie może.
— A w jaki sposób pan się zbuntował? — zapytał saper Vodiczka spoglądając z uczuciem sympatii na jednorocznego ochotnika.
— Nie chciałem czyścić wychodków na odwachu — odpowiedział zapytany. — Więc zaprowadził mnie do obersta. A ten oberst to ładna świnia. Zaczął wrzeszczeć, że dostałem się do paki na podstawie regimentsraportu i że jestem zwyczajny aresztant, on zaś w ogóle dziwi się, że mnie święta ziemia nosi i że jeszcze nie przestała się obracać pomimo tej niesłychanej hańby, że w armii znalazł się człowiek z prawami jednorocznego ochotnika, mający możność zrobienia kariery oficerskiej, a jednak człowiek ten postępowaniem swoim może wzbudzić w swoich przełożonych tylko uczucie głębokiego obrzydzenia. Odpowiedziałem mu, że obracanie się ziemi nie może być przerwane, chociaż znalazł się na niej taki człowiek jak ja, że prawa przyrody są mocniejsze od naszywek jednorocznych ochotników i że pragnąłbym wiedzieć, kto może mnie przymusić do czyszczenia wychodków, których sam nie zanieczyściłem, aczkolwiek miałbym prawo i do tego po takiej świńskiej kuchni pułkowej, po zgniłej kapuście i ochłapach baraniny. Potem rzekłem jeszcze temu oberstowi, iż pogląd jego na to, czemu nosi mnie jeszcze święta ziemia, jest trochę dziwny, bo dla mnie jednego nie może przecie wybuchnąć trzęsienie ziemi. Pan oberst przez cały czas nic nie robił, tylko szczękał zębami jak kobyła, gdy ją ziębi w pysku zmarzła rzepa, a potem wrzasnął na mnie:
„Więc będziesz pan czyścił te wychodki czy nie będziesz?”
„Posłusznie melduję, że żadnych wychodków czyścić nie będę”.
„A ja mówię, że będziecie, sie Einjähriger!”
„Posłusznie melduję, że nie będę”.
„Do stu tysięcy diabłów, sto wychodków wyczyścicie, jak ja wam każę!”
„Posłusznie melduję, że nie będę czyścił ani stu, ani jednego”.
I tak sobie rozmawialiśmy w kółeczko: „Będziesz czyścił?” „Nie będę czyścił”. I tak te wychodki latały między nami tu i tam, jakby to były jakieś dziecięce zagadki naszej pisarki Pauliny Moudrej. Oberst latał po kancelarii jak wściekły, aż wreszcie usiadł i rzekł: „Niech pan się dobrze zastanowi, bo ja pana przekażę sądowi dywizyjnemu za bunt. Proszę sobie nie myśleć, że będzie pan pierwszym jednorocznym ochotnikiem, którego podczas tej wojny za bunt rozstrzelano. W Serbii powiesiliśmy dwóch jednorocznych ochotników z 10 kompanii, a jednego z kompanii 9 rozstrzelaliśmy jak jagnię. A za co? Za ich upór. Ci dwaj, których powiesiliśmy, nie chcieli przebić kobiety i chłopca pod Szabacem, a ochotnik z 9 kompanii został rozstrzelany za to, że nie chciał iść naprzód i tłumaczył się tym, że ma spuchnięte nogi i że jest płaskostopy. Więc będziesz pan czyścił wychodki czy nie?”