Święty Pelegrinusie, chroń nam nasze krowy!
Pan Kokoszka przyszedł niebawem i pan Tauchen poszedł za nim do kantorku, a gdy wyszedł po chwili, pokazywał nam dwa reńskie. Nie jeden, jak mu pan Kokoszka obiecał, ale dwa. I chciał jeden z nich dać Ferdynandowi, ale służącego opętał nagle szatan mamony. Nie chciał reńskiego, ale powiada, albo wszystko, albo nic. Więc ten pan Tauchen nie dał mu nic i oba reńskie schował do kieszeni, a mnie zaciągnął do magazynu, dał mi po łbie i rzekł, że dostanę jeszcze lepiej, gdybym się odważył powiedzieć, że to nie on napisał tę modlitewkę. Nawet gdyby Ferdynand poszedł na skargę do naszego starego, to i tak mam mówić, że on kłamie. Tak mi rozkazał i musiałem na to przysiąc przed balonem estragonu. Ale nasz Ferdynand zaczął się mścić na tych ziółkach dla bydła. Mieszaliśmy te ziółka w wielkich skrzyniach na strychu, a Ferdynand zmiatał zewsząd mysie łajna i wsypywał do tych ziółek. Zbierał też na ulicach końskie łajno, suszył je w domu, tłukł w moździerzu na proszek i dodawał to także do ziółek dla krów z obrazkiem świętego Pelegrinusa. Ale i tej zemsty było mu jeszcze mało. Siusiał czasem do tych skrzyń i nawet gorsze rzeczy robił i mieszał wszystko razem, tak że zioła te wyglądały jak kasza z otrębami...
Odezwał się dzwonek telefonu. Feldfebel złapał słuchawkę, ale po chwili odrzucił ją z wściekłością i rzekł:
— Muszę iść do kancelarii pułkowej. Jakiś gwałt. Nie podoba mi się to.
Szwejk znowu pozostał sam.
Po chwili znowu zabrzmiał dzwonek telefonu.
— Vaniek? — zamyślił się Szwejk. — Poszedł do kancelarii pułku. — Kto mówi? — zapytał. — Tutaj ordynans 11 kompanii marszowej. — W telefonie zabrzmiało: „Ordynans 12” — No to serwus, kolego. Jak się nazywam? Jestem Szwejk. A ty? Braun? Czy to nie twój krewniak kapelusznik Braun przy ulicy Pobrzeżnej w Karlinie? Nie znasz go nawet... Ja też nie, tylko razu pewnego przejeżdżałem tramwajem i zauważyłem tę firmę. Co nowego? Ja nic nie wiem. Kiedy pojedziemy? Jeszcze z nikim o odjeździe nie rozmawiałem. Gdzież to mamy jechać?
— Z kompanią marszową na front, ty fujaro!
— Jeszcze o tym nie słyszałem.
— Ano, toś ładny ordynans. Nie wiesz, czy twój lejtnant...