Allen Müden sei’s gebracht.
Neigt der Tag stille zur Ende,
Ruhen alle fleiss’gen Hände,
Bis der Morgen ist erwacht.
Gute Nacht! Gute Nacht!
— Halt Maul, du Elender! — przerwał ktoś sentymentalnemu śpiewakowi i śpiewak zamilkł. Odciągnęli go od okna.
Ale pracowite ręce nie spoczęły do samego rana. Jak wszędzie przy blasku świeczek, tak i tutaj przy świetle małej lampki naftowej zawieszonej na ścianie, grano w oczko, a gdy w grze ktoś wpadał, wtedy Szwejk udowadniał, że to najsprawiedliwszy rodzaj gry, bo każdy może sobie dobrać tyle kart, ile zechce.
— Jak się gra w oczko — mówił Szwejk — wystarczy wziąć tylko asa i siódemkę i nikt ci nie każe brać więcej. Dalszych kart brać nie musisz. To już sam ryzykujesz.
— Jak tak, no to zagrajmy sobie w „zdróweczko” — zaproponował Vaniek, a wszyscy zgodzili się chętnie.
— Siódemka czerwień — meldował Szwejk przekładając karty. — Każdy stawia piątkę, a karty rozdaje się po cztery. Ruszajcie się i nie marudźcie.