— Otom i ja — rzekł Szwejk wesoło. — Proszę o szklankę piwa. A gdzież to pan Palivec? Czy też już w domu?
Zamiast odpowiedzi Palivcowa zaczęła płakać, wzdychać; każdym słowem wyrażała swoją rozpacz, akcentując osobliwie:
— Dostał... dziesięć... lat... przed... tygodniem.
— No, to już sobie tydzień odsiedział — rzekł Szwejk.
— On był taki ostrożny — płakała Palivcowa — sam to ciągle o sobie powtarzał.
Goście w gospodzie uparcie milczeli, jakby po izbie błądził duch Palivca i napominał ich do jeszcze większej ostrożności.
— Ostrożność to matka mądrości — rzekł Szwejk zasiadając do stołu nad szklanką piwa. W pianie tego piwa były dziurki od łez Palivcowej, która płakała podając Szwejkowi kufel do stołu. — Dzisiejsze czasy są takie, że zmuszają człowieka do ostrożności.
— Wczoraj mieliśmy dwa pogrzeby — zmienił temat rozmowy kościelny z kościoła Św. Apolinarego.
— Widać ktoś umarł — rzekł drugi gość, a trzeci spytał:
— Czy te pogrzeby były z katafalkiem?