Gdy mnie wszyscy opuścili,

Ja na pierś twą głowę schylę,

Na twym wiernym, dobrym sercu

Moja żałość spocznie chwilę.

W oku twoim ogień płonie

Niby gwiazda w czystym niebie,

A twe usta szepczą słodko:

Nigdy nie opuszczę ciebie!

— My się nigdy nie opuścimy! — wrzeszczał Chodounsky. — Co tylko usłyszę przez telefon, zaraz wam powiem. Ja sram na przysięgę.

Baloun siedzący w kącie przeżegnał się jęty zgrozą i głośno zaczął się modlić.