— Będę szajsu, będę szajsu.
Podporucznik Dub zrozumiał, że się nie dogada, i zaczął się cofać.
— Wachtkommandant! Wachtkommandant! — krzyczał głośno.
Przybiegł plutonowy Jelinek, który rozstawiał warty, i zapytał o feldruf, a za nim znowu powtórzył pytanie podporucznik Dub. W odpowiedzi brzmiało po całej stacji wciąż to samo słowo: „Kafe! Kafe!”
Z wagonów zaczęli wyskakiwać żołnierze z menażkami w przekonaniu, że będzie wydawana kawa, i skończyło się na popłochu i zamieszaniu, a poczciwego wartownika rozbrojono i zaprowadzono do wagonu aresztanckiego.
Ale podporucznik Dub miał w podejrzeniu Szwejka, że to on wywołał całe zamieszanie, bo jego pierwszego widział wychodzącego z wagonu z menażką i słyszał jego głos:
— Z menażkami po kawę! Z menażkami po kawę!
Po północy pociąg ruszył na Ladovce i Trebiszov, gdzie z rana przywitało go stowarzyszenie weteranów, które pomieszało sobie ten marszbatalion z 14 marszbatalionem węgierskiego pułku honwedów. Honwedzi przejechali przez stację jeszcze w nocy. Weterani podpili sobie z samego rana i swoim wrzaskiem „Isten, áldmeg a kiraly” — zbudzili ze snu cały batalion. Kilku bardziej uświadomionych żołnierzy wychyliło się z wagonu ze słowem powitania:
— Całujcie nas w dupę! Eljen!
Na co znowu weterani odpowiedzieli wrzaskiem, aż okna w wagonach brzęczały: