W uchylonych drzwiach wagonu ukazała się głowa podporucznika Duba.

— Czy jest tu Szwejk? — zapytał.

— Posłusznie melduję, panie lejtnant, że śpi — odpowiedział jednoroczny ochotnik.

— Gdy pytam o Szwejka, panie jednoroczny ochotniku, to masz pan skoczyć i zawołać mi go.

— Tego uczynić nie mogę, panie lejtnant, bo on śpi.

— To go trzeba obudzić. Aż mi dziwno, że jednoroczny ochotnik sam na taki koncept nie wpadnie. Trzeba przecie okazywać swoim przełożonym więcej usłużności. Jeszcze wy mnie nie znacie, ale gdy mnie poznacie...

Jednoroczny ochotnik zaczął budzić Szwejka.

— Wstawaj, Szwejku, pali się.

— Jak się onego czasu paliły młyny odkolkovskie — mruczał Szwejk przewracając się na drugi bok — to strażacy przyjechali aż z Vysoczan...

— Sam pan widzi, panie lejtnant — rzekł uprzejmie jednoroczniak zwracając się do podporucznika Duba — że go budzę, ale to ciężka sprawa.