Porucznik Lukasz, chcąc okazać, że nie słucha ględzenia tego idioty, odwrócił się ku oknu i rzekł:
— Istotnie, dzisiaj środa.
Podporucznik Dub, odczuwając potrzebę gadania, zwrócił się do kapitana Sagnera i zaczął tonem koleżeńskim i poufałym:
— Słuchajcie, panie kapitanie, co sądzicie...
— Przepraszam na chwileczkę — rzekł kapitan Sagner i wyszedł z wagonu.
*
Tymczasem Szwejk z Kunertem opowiadali sobie o podporuczniku Dubie.
— Gdzie siedziałeś tak długo, że cię wcale widać nie było? — pytał Szwejk.
— Co tu dużo gadać — odpowiedział Kunert. — Z tym moim starym idiotą mam dużo roboty. Co chwila woła człowieka i pyta o rzeczy, które nikogo nic nie obchodzą. Pytał mnie także, czy się z tobą przyjaźnię, a ja mu odpowiedziałem, że widujemy się bardzo rzadko.
— To bardzo pięknie z jego strony, że pyta o mnie. Ja go bardzo lubię, tego twojego lejtnanta. Taki jest miły, poczciwy i dla żołnierzy jak ten ojciec rodzony — mówił Szwejk z wielką powagą.