Wszyscy śmieli się serdecznie, a kucharz siedząc na kuchni zaśpiewał:

Niech się duch wszelki wesoło śmieje,

Chyba nas Pan Bóg nie zapodzieje.

A choćbyśmy się gdzieś zapodzieli,

To i tak dobrze będziemy się mieli.

Choćbyśmy się zapodzieli w rowie,

To i z rowu wyleziemy, panowie...

Za stacją Szczawna, w dolinach, znowu zaczęły się pokazywać cmentarze żołnierskie. Koło stacji widać było wielki krzyż przydrożny z Chrystusem, któremu pocisk w czasie ostrzeliwania torów urwał głowę.

Pociąg biegł coraz szybciej z górki na pazurki ku Sanokowi, horyzont stawał się coraz szerszy, a po obu stronach toru widać było coraz więcej spustoszonych wsi.

Pod Kulaśną widać było na dole w rzeczułce zdruzgotany pociąg Czerwonego Krzyża, który runął z nasypu kolejowego.