Po chwili, napełniając kieliszek kapelana, generał mówił:
— Niech pan się pocieszy przed udzielaniem pociechy religijnej...
*
Zza zakratowanego okna aresztu, w którym na pryczy siedział Szwejk, odzywał się w tym samym czasie straszliwy jego śpiew:
Żołnierze są wielkie pany,
Kochają ich piękne damy,
Żaden nie wie, co to trud,
A pieniędzy mają w bród...
Tra rara!... Ein, zwei...