— Posłusznie melduję, że słyszałem, że mam stulić pysk.
— Himmelherrgott, stulże wreszcie ten pysk, skoro ci kazałem! Wiecie dobrze, że nie macie mleć jęzorem!
— Posłusznie melduję, że wiem, że nie mam mleć jęzorem.
Wojskowi panowie spojrzeli po sobie i wezwali wachmistrza.
— Tego człowieka — rzekł naczelny lekarz sztabowy i przewodniczący komisji wskazując na Szwejka — zaprowadzicie na dół do kancelarii i poczekacie na naszą relację i raport. W garnizonie już mu wybiją z głowy to pyskowanie. Chłopisko zdrowe jak ryba, symuluje i jeszcze miele ozorem, a z przełożonych sobie pokpiwa. Zdaje mu się, że przełożeni są dla jego zabawy, że cała wojna jest uciechą i zabawką. W garnizonie wam, mój Szwejku, wyperswadują, że wojna to nie żadna heca.
Szwejk oddalał się z wachmistrzem do kancelarii i w drodze przez dziedziniec podśpiewywał sobie:
Zawszem sobie myślał,
Że wojna to szpas,
Że pobędę na niej tydzień, dwa tygodnie
I powrócę znowu między was...