to ciągle te same twarze i te same myśli którym coś się stało
a zaczęło się jak zawsze od języka wysuwanego powoli
na pozycje zasady naczelnej
w gardło zapchać słowa samymi sobą
spetryfikować sny i sunąć w martwicę białej poparzonej snami skóry
rzeczy dźwięku
to okazało się nagle wyjściem awaryjnym język ujściem dusznej rzeki
pomarańczowymi językami ognia i językami pon
tonów kamiennych słów
na tym statku statecznie odkrywała się