dyptyk obłędny

(albo rozprawka z językiem)

zaczyna się

Jerzy Krzysztoń1, Obłęd

Wzejście obłędu na horyzoncie renesansu daje nasamprzód o sobie znać poprzez zniweczenie symboliki gotyckiej; jak gdyby zakotłował się ów świat o gęstej sieci znaczeń duchowych i jakby stamtąd wynurzyły się postacie o znaczeniu uchwytnym już tylko w kategoriach bezsensu. Gotyckie formy trwają jeszcze przez jakiś czas, ale z wolna milkną, przestają wyrażać, przypominać i nauczać - prezentują jedynie swą fantastyczną obecność nie ujętą żadnym możliwym wykładem, chociaż dobrze znajomą oczom. Wyzwolony z reguł mądrości i nauki, obraz zaczyna się sprowadzać do własnej niedorzeczności.

Michel Foucault2 Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu

część pierwsza

coś co zmienia punkt widzenia jak 200 watowa żarówka ciąg nie dotrzymanych umów

obietnic terminów jak termity lęgnące się w głowie jak głaskanie po włosach kolejnych

prezydentów posłów raz na kadencję zmieniających tonację w dur