musiałem stanąć z tobą twarzą w twarz nosem w nos zębem za zęby językiem

po czole włosach szyi i dalej zgodnie z logiką

i nic z ciebie nie zrozumiałem

i z siebie

i logiki

bezradność opuszczająca moje ręce w kierunku jądra rzeczy ciekawość którą trudno

i nudno wtłoczyć w cienkie rurki norm ram i mar które żyją na mózgach umysłach i nawet

(choć to słowo dawno wyszło z życia i jest naocznym typem idealnym bez żadnego desygnatu

karabinu do zabijania niedowiarków niewiernych miernych i marnych

i niemierzalnych i) duszy mężatki z dwojgiem dzieci która pewnego dnia