rozsypię trutkę i wśliznę się w trud snu

w pół wieku będę ciężko oddychał arka potem przejdę się wrócę dokąd

jutro jak na pewno rozsypię na małe niegroźne kawałki

awersja hekatomb to miłość katastrof

wersów pięknych i niedostępnych przypuszczonych przez tysiąc ust rytmu

kroków odmierzających czas na pierwszej linii to dwie z taty styczne11

i to ten czas którego nadużywam w bezokoliczniku

bez żadnych względów dla kontekstu i ciebie

z uporem zaciskając przeciekające palce na

w odzie do czasu