choć najgorsze są powroty. siadam z widokiem sam na

fabrykę o sławie krematorium. wyciągam ręce

luty

w pałacu namiestnikowskim. cały świat na chwilę zamarł

zastrzelono. trzymam cię przez chustkę w strumieniu amfibrachów1

pobożnie potocznie i za słowo. zieleń z purpurą w środek postu

a dopiero przygrywka. wreszcie kończy się błysk fleszu

i możemy zacząć. wyrzucą

marzec

rozpoznaję pierwsze dźwięki (trzy rodzaje westchnienia