397. sacer esto (łac.) — formuła wyklęcia, za pomocą której wykluczano w Rzymie ze społeczeństwa winowajców, oddając ich gniewowi bogów. [przypis tłumacza]

398. przysięga żołnierzy Fabiusza — Liwiusz, Dzieje Rzymu II 45. [przypis tłumacza]

399. rozważania polityczne — to znaczy mające za przedmiot wartość większą lub mniejszą tych czy owych kultów religijnych dla państwa. Prawne rozważania mają za przedmiot kwestie, do jakiego stopnia państwo jest kompetentne w sprawach religijnych. [przypis tłumacza]

400. prawo, jakie układ społeczny daje zwierzchnikowi nad poddanymi, nie przekracza granic pożytku publicznego — markiz d’Argenson powiada: „W republice każdy jest zupełnie wolny w tym, co nie szkodzi innym”. Oto niezmienne granice; nie można ich dokładniej wykreślić. Nie mogłem odmówić sobie przyjemności cytowania czasami tego rękopisu, aczkolwiek nieznanego publiczności, by oddać cześć pamięci sławnego i szanownego człowieka, co nawet na urzędzie ministra zachował serce prawdziwego obywatela oraz proste i zdrowe poglądy na rząd swego kraju. [Markiz d’Argenson (1694–1757): minister spraw zagranicznych w latach 1744–1747, autor Uwag nad dawnym i obecnym rządem Francji. Dzieło to, napisane przed 1737 r., znane było z odpisów, wyszło jednak drukiem dopiero w 1764 r. D’Argenson krytykuje w nim w ostry sposób metody rządów despotycznych, jest jednak zwolennikiem oświeconego absolutyzmu. Jest zdecydowanym wrogiem wszelkich przywilejów stanowych: jego ideałem jest równość, i to nie tylko wobec prawa. W dążeniu swym do połączenia monarchii z demokracją był d’Argenson gorącym propagatorem samorządu lokalnego o bardzo szerokich uprawnieniach; przyp. tłum.]. [przypis autorski]

401. Poddani winni są więc zwierzchnikowi rachubę ze swoich przekonań o tyle tylko, o ile te przekonania posiadają wagę dla wspólnoty — Russo stara się określić granice racjonalnej reglamentacji przez państwo religijnego życia obywateli. Skoro zwierzchnik jest ex definitione jedynie wyrazicielem woli powszechnej, a istotą woli powszechnej jest wspólna korzyść wszystkich, więc zwierzchnik nie może wykraczać poza tę wspólną korzyść i zapuszczać się w obce jej dziedziny. Wypływa to z samego pojęcia zwierzchnika. To ograniczenie kompetencji zwierzchnika jest czysto logiczne: jeżeli zwierzchnik ma zachować swoją logiczną tożsamość, nie może działać inaczej, takie działanie bowiem nie mogłoby być aktem zwierzchniczym. Nie ma zatem czysto prawnej ograniczoności zwierzchnika, nie ma żadnego obowiązku prawnego, nakazanego zwierzchnikowi przez jakąś normę prawną i krępującego zwierzchnika, władza zwierzchnika jest absolutna. Ograniczoność jej nie opiera się na jakimś prawie, stojącym ponad zwierzchnikiem, ale ma swoje źródło w samej istocie zwierzchnika. [przypis tłumacza]

402. Istnieje więc czysto państwowe wyznanie wiary, a ustalenie jego artykułów należy do zwierzchnika (...) nie jako dogmatów religijnych, ale jako społecznych odczuć... — Cezar, broniąc Katyliny, starał się ustalić dogmat śmiertelności duszy; Katon i Cycero, by zwalczyć go, nie bawili się wcale w filozofowanie: zadowolili się wykazaniem, że Cezar mówił jak zły obywatel i wysuwał doktrynę szkodliwą dla państwa. Istotnie, to powinien był senat rzymski rozstrzygać, nie zaś problem teologiczny. [przypis autorski]

403. Wszędzie, gdzie przyjęto nietolerancję teologiczną, musi mieć ona jakieś państwowe skutki — na przykład małżeństwo, będąc umową cywilną, wywiera skutki prawnocywilne, a nawet nie jest rzeczą możliwą, by społeczność bez nich się utrzymała. Przypuśćmy więc, że duchowieństwu uda się w końcu przyznać sobie wyłączne prawo udzielania tego aktu, prawo, które musi z konieczności przywłaszczyć sobie w każdej nietolerancyjnej religii; czyż nie jest jasne, iż wówczas, wysuwając w porę władzę Kościoła, sprawi, że władza księcia stanie się daremna, że będzie on miał tych tylko poddanych, których duchowieństwo zechce mu oddać. Będąc panem zaślubiania lub niezaślubiania ludzi, zależnie od tego, czy będą wyznawać lub nie, taką lub inną doktrynę, zależnie od tego, czy będą przyjmować lub odrzucać taki lub inny formularz, zależnie od tego, czy będą mu więcej lub mniej oddani, ostrożnie postępując i nie ustępując w niczym, czyż nie jest jasne, że samo będzie rozrządzać spadkami, urzędami, obywatelami, państwem nawet, które złożone z samych bękartów nie będzie mogło utrzymać się? Powie mi kto: ależ będzie się odwoływało do panującego, pozywało, skazywało, zajmowało dobra doczesne. Aż litość bierze! Duchowieństwo, byleby tylko miało trochę nie odwagi nawet, ale rozsądku, spokojnie pozwoli apelować, pozywać, skazywać, zajmować, w końcu zaś pozostanie panem. Zdaje mi się, że nie jest to wielkim poświęceniem poniechać jakiejś cząstki, gdy się jest pewnym owładnąć wszystkim. (Uwaga usunięta przez Russa w ostatniej chwili z pierwszego wydania 1762 r.). [przypis autorski]

404. Powód, dla którego, jak mówią, Henryk IV przyjął religię rzymską... — Péréfixe (1605–1671), arcybiskup paryski, historyk, opowiada w Życiu Henryka IV: Król zarządził dysputę w swej obecności między doktorami jednego i drugiego Kościoła. Widząc zaś, że jeden z pastorów zgadzał się na to, iż można być zbawionym, wyznając wiarę katolicką, zabrał król głos i rzekł do pastora: „Jak to, zgadzasz się na to, że można być zbawionym, wyznając wiarę tamtych panów?”. Gdy pastor odpowiedział, że o tym nie wątpi, byleby tylko dobrze żyło się w tej wierze, król bardzo słusznie odparł: „Przezorność więc każe, bym należał do ich wiary, a nie do waszej, do ich bowiem wiary należąc, zbawiam się według nich, jak według was; podczas gdy należąc do waszej, zbawiam się wprawdzie według was, ale nie według nich. Otóż przezorność każe mi pójść za tym, co pewniejsze”. [przypis tłumacza]

405. Istnieje więc czysto państwowe wyznanie wiary, a ustalenie jego artykułów należy do zwierzchnika, ściśle mówiąc nie jako dogmatów religijnych, ale jako społecznych odczuć, bez których niemożliwe jest być dobrym obywatelem ani wiernym poddanym.... — w rozdziale O religii państwowej wychodzi Russo z założenia, że religia, nadając przez swe dogmaty sankcję przepisom moralności, wytwarza wewnątrz człowieka więzy wywierające dodatni wpływ na jego postępowanie. Istnienie takiej więzi ma istotną społeczną wartość, przyczynia się do wzmocnienia poczucia społecznego, otwiera obowiązkom społecznym drogę do samego rdzenia dusz obywateli. Dlatego państwo winno popierać wytworzenie się tej religijnej więzi i powinno wykluczyć ze swego związku tych, co nie będą chcieli uznać najbardziej ogólnych dogmatów, zawierających właśnie wskazania najistotniejszych obowiązków moralnych ludzi wobec siebie oraz ich religijną sankcję. Kara śmierci, którą przyzywa Russo, dotyka nie niewierzących, lecz postępujących tak, jakby nie wierzyli, i naruszających ustanowione przez samego Boga prawa bliźniego. Z całego ujęcia wynika, że musiałyby to być najcięższe zbrodnie. Kara śmierci dotykałaby więc w rezultacie największych zbrodniarzy. Patetyczny zwrot „skłamał w obliczu praw” jest trawestacją zwrotu „oszukiwać Boga”, co uchodzi w chrześcijańskim świecie za najcięższy grzech, jakiego człowiek może się dopuścić. Podstawiając prawo w miejsce Boga, Russo deifikuje niejako prawo i za jego to pogwałcenie domaga się kary. — Warto porównać, co pisze w Nowej Heloizie (przypis do Listu V, części V): „Nikt, kto naprawdę wierzy, nie może być nietolerantem ani prześladowcą. Gdybym był sędzią, a prawo przepisywało karę śmierci na ateistów, zacząłbym od skazania na spalenie jako ateistę każdego, który by przyszedł zadenuncjować o to innego”. — Państwowa religia Russa nie pozwalałaby jednak na czynną propagandę ateizmu; ale ateistą mógłby być każdy, byleby postępował tak, jak gdyby uznawał świętość pewnych obowiązków społecznych. Russo jest w tym liberalniejszy niż Locke, który nie tylko ateistów, ale i papistów nie chciał cierpieć w państwie. Poza tym u Russa tolerancja zupełna, i to jako dogmat religii państwowej, a więc nienaruszalna zasada całej działalności państwowej, zasada wyprowadzona z samej istoty państwa prawnego, które żadnej religii narzucać nie może, prócz tej jedynej właśnie religii praw człowieka, świętych i nietykalnych dla każdej uspołecznionej jednostki. Russa teoria religii państwowej, sprowadzona do właściwej miary i rzucona na tło historyczne ciasnej wyznaniowej nietolerancji, panującej wszędzie za jego czasów, zarówno w katolickiej Francji, jak kalwińskiej Genewie, nie powinna była może stać się kamieniem obrazy dla liberałów XIX w. [przypis tłumacza]

406. Po ustaleniu prawdziwych zasad prawa politycznego i po postaraniu się o to, by ugruntować państwo na jego podstawie, pozostawałoby jeszcze wywieść oparcie dla jego zewnętrznych stosunków (...) Wszystko to jednak stanowi przedmiot nazbyt rozległy... — w księdze V Emila zamieścił Russo streszczenie Umowy społecznej. Kończy je, rzucając światło na plan tej nienapisanej części Instytucji politycznych: „Gdy już rozważymy w ten sposób wszelkie rodzaje społeczeństw państwowych w samych sobie, porównamy je ze sobą, by zaobserwować ich różne stosunki: jedne wielkie, drugie małe; jedne silne, drugie słabe; jak się wzajemnie atakują, obrażają, niszczą i w tej ustawicznej akcji i reakcji stwarzają więcej nędzarzy i więcej ludzi pozbawiają życia, niż gdyby wszystkie zatrzymały były swą pierwotną wolność. Zbadamy, czy ustanawiając społeczności, nie zrobiono za wiele lub za mało; czy jednostki, podlegając ustawom i ludziom, gdy tymczasem społeczeństwa zachowują między sobą niezawisłość naturalną, nie są narażone na nieszczęścia obydwu stanów, nie mając korzyści żadnego z nich, i czy nie byłoby lepiej, żeby wcale nie było wcale na świecie państwowych społeczności, niż że jest ich za wiele. Czyż ten mieszany stan nie partycypuje w obydwu stanach i nie zabezpiecza ani jednego, ani drugiego, per quem neutrum licet, nec tamquam in bello paratum esse, nec tamquam in pace securum (Seneka, De tranquillitate animae, cap. I) [taki neutralny stan nie pozwala być ani przygotowany do wojny, ani bezpieczny w pokoju. Seneka, O spokojności duszy, rozdz. I], czyż to częściowe i niedoskonałe stowarzyszenie nie wytwarza tyranii i wojny? I czyż tyrania i wojna nie są największymi klęskami ludzkości? — Zbadamy w końcu rodzaj sposobów, jakich na te zła szukano, ligi i konfederacje, które pozostawiając każde państwo własnym swym panem na wewnątrz, uzbrajają je na zewnątrz przeciw wszelkiemu nieprawemu napastnikowi. Będziemy szukać, jak można utworzyć dobre federacyjne stowarzyszenie, co może uczynić je trwałym i do jakich granic można rozciągnąć prawo konfederacji, nie szkodząc prawu zwierzchnictwa. — Ksiądz de Saint-Pierre zaprojektował związek wszystkich państw Europy dla utrzymywania między nimi wieczystego pokoju. Czy taki związek nadaje się do urzeczywistnienia? A przyjąwszy, że zostałby utworzony, czy można przypuścić, że byłby trwały? Te badania wiodą nas prosto do wszystkich zagadnień prawa publicznego, które mogą ostatecznie wyjaśnić zagadnienia prawa politycznego. — W końcu ustalimy prawdziwe zasady prawa wojny i zbadamy, dlaczego Grotius i inni podali jedynie fałszywe”. [przypis tłumacza]