Streszczając się, należy stwierdzić silny wpływ Russa na Staszica w ogólnych jego tendencjach. Republikanizm i demokratyzm Russa są duszą książek Staszica. Z przesłanek swej teorii, raczej fizjokratów49 przypominającej, wysnuwa Staszic wnioski podobne do wniosków Russa, choć nie identyczne. Przyjmuje w zupełności zasady Russa warunkujące prawność związków społecznych: w każdej społeczności berło rządów należy wyłącznie do prawa — prawo ma być równe dla wszystkich — do stanowienia praw powinni należeć wszyscy, których życiem i majątkiem prawa te będą zarządzać. Zwierzchnictwo jednak większości oddaje, utożsamiając jej wolę z wolą powszechną i przepaja liberalizmem swoje także społeczne zresztą ujęcie stosunku jednostki do państwa. W praktycznych radach swych dla Polski samodzielny, nie idzie ślepo za radami Russa, aczkolwiek w programie reformy społecznej (i edukacji narodowej) zbliża się do niego.

Hugo Kołłątaj, bardzo bystry, prawdziwie europejski, a samodzielny umysł, niestrudzony i zręczny organizator i projektodawca reformy, głęboko przesiąkł humanitaryzmem wieku oświecenia. W swych dziełach: Do Stanisława Małachowskiego anonima listów kilka (1788–1789), Prawo polityczne Narodu Polskiego (1790) oraz w licznych broszurach, wydawanych podczas Sejmu Czteroletniego, głosi on wytrwale i z przekonaniem prawa człowieka do wolności i własności. Wolność człowieka jest dlań najświętszą, nienaruszalną zasadą, a prawo społeczne, przestępujące prawo natury, według którego osoba każdego człowieka jest wolna, jest najpierwszą niesprawiedliwością i gwałtem. Niewola, poddaństwo jednych ludzi u innych prywatnych ludzi jest rzeczą przeciwną prawom naturalnym i boskim. W tym wysokim poszanowaniu godności człowieka zbliża się Kołłątaj do wszystkich kulturalnych umysłów na Zachodzie i w tym jeszcze trudno się dopatrzyć specjalnego nań wpływu Russa. Zarówno w swym projekcie reformy społecznej, jak w projektach naprawy ustroju jest trzeźwym i samodzielnym politykiem, nie kierującym się żadną doktryną. Kołłątajowski projekt reformy jest wypływem jego głębokiej znajomości rzeczywistych stosunków Polski, jej potrzeb i grożących jej niebezpieczeństw, a także jest wypływem jego poważnej prawno-politycznej kultury. Znał Kołłątaj także i pisma Russa, ale nie brał go sobie za wzór i zasilał myśl swoją nie tylko nim. Odbiega on też w wielu swych poglądach od idei Russa.

W jednym tylko punkcie Kołłątaj zdaje się chcieć zbliżyć do ideału w Umowie skreślonego. Wiąże mianowicie posłów instrukcjami i to tak dalece, że żąda, by głosowanie posła wbrew instrukcjom zdziałane nic nie znaczyło i nie wiązało województwa. A instrukcje to sposób zbliżenia władzy ustawodawczej do narodu i umożliwienia każdemu obywatelowi zabierania głosu w kwestiach ustaw. Tu Kołłątaj dalej nawet idzie niż sam Russo w Uwagach: Russo instrukcji nie czynił wiążącymi. Trudno jednak orzec stanowczo, czy to wpływ doktryny Umowy, czy też liczenie się z tradycją szlachecką i koncesją na rzecz przyzwyczajeń narodowych. Zapewne jedno i drugie.

Podczas Sejmu Czteroletniego włożyło Kołłątajowi w rękę pióro „teraźniejsze położenie interesów ojczyzny”. Obawiał się on też najbardziej tego, by nie pomieszczono pism jego w liczbie romansów lub Platonowej Rzeczypospolitej50, by nie zdały się one być niepodobne51 do egzekucji52. Filozoficznej teorii społeczeństwa w nich się zatem nie znajdzie. Trzeba jej szukać gdzie indziej.

Wyniki swoich rozmyślań nad obowiązkiem społecznym, istotnym dla współżycia ludzi pomiędzy sobą, złożył on w książce pt. Porządek fizyczno-moralny, czyli nauka o należytościach i powinnościach człowieka, wydobytych z praw wiecznych, nieodmiennych i koniecznych przyrodzenia (1810). Tytuł już sam wskazuje na to, kto w systemie Kołłątaja będzie prawodawcą. Przyrodzenie poddało człowieka pod prawa moralne, które go obowiązują w jeden prawie sposób jak prawa fizyczne. A czyni to w sposób następujący: fizyczne przyczyny wywołują w człowieku czucia, z doznanych czuć budzą się potrzeby. Dając człowiekowi potrzeby, dała mu przyroda prawo nabywania rzeczy, tzn. dała mu należytości, z tymi należytościami zaś nieoddzielnie związała powinności. Prawodawstwo przyrody zabezpiecza człowiekowi: 1) własność jego osoby, 2) własność przezeń nabytych rzeczy, 3) należytości i powinności wszystkich nawzajem. Te objawione przez przyrodę prawidła są jasne dla każdego, kto idzie za naturą i nie ma rozumu zamąconego przesądami wypływającymi ze złych nałogów. Sama przyroda nadała sankcję swoim prawom moralnym, karząc surowo ludzi i społeczności za ich gwałcenie. A zatem według Kołłątaja porządek moralny i społeczny zależy od porządku fizycznego, wiąże się z nim przez czucia i razem z nim stanowi całość wielkiego porządku przyrodzenia. Całkowite przeciwieństwo z Russem! U genewskiego filozofa porządek moralny i prawny jest odrębnym światem, mającym własne swe założenia, z których się cały wywodzi. Nie idzie ten porządek wbrew porządkowi naturalnemu, liczy się z nim, bo on stawia granice jego własnym możliwościom urzeczywistnienia, bo ma do czynienia z ludźmi, a więc z wytworem tamtego naturalnego porządku. Uwzględnia go, ale się na nim nie opiera i przekształca dane tamtego na własne wartości. Russo posługuje się pojęciem interesu człowieka (a więc wartością o charakterze faktycznym), ale je racjonalizuje i nie z tego interesu formalnie wyprowadza obowiązek, tylko z normy, a jedynie treść tego obowiązku warunkuje zgodnością z interesem. U polskiego filozofa prawo moralne jest z prawami fizycznymi splątane, konieczność przyrodnicza najfałszywiej z obowiązkami pomieszana, fakty przyrodnicze z normatywnymi wartościami pomylone. Stąd fikcyjność całego przedstawienia w najgorszym znaczeniu, stąd podawanie za empirię rzeczy, jakich nie można odkryć w żadnym doświadczeniu. W jakiejże faktycznej rzeczywistości istnieje konieczny związek należytości i powinności? Jeżeli prawa moralne są prawami przyrody, dlaczegóż nie one kierują faktycznymi przebiegami zjawisk? Jeżeli są w przyrodniczym znaczeniu konieczne, jakżeż się dziać może, że nie one kształtują rzeczywistość? Jakimże sposobem rzeczywistość może odbiegać od praw, które nią mają kierować? Dlatego zapewne, że człowiek ma wolną wolę, co jest najpierwszym prawem moralnym? Więc ta przyroda rezygnuje już u samego progu ze swej konieczności i poddaje się dowolności. Jej prawa moralne przestają już działać prawidłowo i koniecznie. Więc cóż to za prawa przyrody? Kołłątaj odrzuca historycyzm, zastrzega się, że nie pisze o człowieku, jakim był, ale o takim, jakim się stać był powinien według praw przyrodzenia. Ale fakty historyczne faktami przyrodniczymi stara się zastąpić i zapomina, że Russo już wiedział, iż z faktów norm się nie wywodzi i że prawa moralne i społeczne bynajmniej konieczności fizycznej nie mają. Kołłątaj gmatwa się w węzeł sprzeczności nie do rozplątania ze swoją naturalną moralnością dlatego, że nie poszedł za Russem i nie przyjął jego metodologicznej postawy. U Russa norma powinności wcale nie naturalna, lecz normatywna. U Kołłątaja naturalna, ale jakiejś natury, której nigdy nie było.

Kołłątaj zatem, także i jako filozof moralności społecznej, nie był uczniem Russa, poszedł raczej za fizjokratami i obrał nie nazbyt pewnych przewodników. W polityce Russo z pewnością go zapładniał, myśl jego poruszał, na równi z innymi Francji, Anglii, Ameryki myślicielami i politykami rozbudzał jego własny geniusz. I tutaj, na tym terenie Kołłątaj góruje nad Russem. Tutaj umysł jego, odżywiony sokami rzeczywistości, daje owoce zdrowe i posilne, których bardziej spekulatywny umysł Russa nie byłby zapewne zdolny wydać.

Zamykając przegląd najwybitniejszych polskich pisarzy politycznych obozu reformy, należy stwierdzić, że Umowa społeczna nie znalazła między nimi żadnego wiernego ucznia. Myśleli oni o przekształceniach politycznych i społecznych dla ratowania ojczyzny i to ich cel główny, a nie stwarzanie abstrakcyjnych systemów. Russo natchnął ich jednak swym republikanizmem, demokratyzmem, kultem prawności, w ogólnym nastroju ich dzieł czuć niewątpliwy jego wpływ i duch jego w nich żyje. Ciekawa rzecz, że bezpośredniego echa jego myśli można się dosłuchać raczej w ich politycznych programach niż w ich filozoficznych poglądach. Russa pomysły zabarwiają raczej ich konkretne wnioski poprawy ustroju: pomijając ich plany reformy społecznej, troszczą się bardzo o zachowanie zwierzchnictwa narodu, i to w sensie bezpośredniego wpływu narodu na ustawodawstwo. I czynią tak wówczas właśnie, gdy we Francji współcześnie chwalcy Russa z Konstytuanty, mający ciągle imię jego na ustach, nie myśleli nawet najbardziej dlań istotnych urządzeń politycznych wcielać w życie. W teorii natomiast nie idą za nim, za jego zasadami prawności, wysnutymi z samego związku społecznego, ale raczej na fizjokratów się oglądają, doszukując się w naturalnym porządku podstaw swoich harmonii społecznych.

Bibliografia

Pierwsze wydanie Umowy: Du Contrat social ou Principes du Droit politique, par J. J. Rousseau, citoyen de Genève, à Amsterdam, chez M. M. Rey, 1762.

Przekładu dokonano z wydania: J. J. Rousseau: Du Contrat social. Publié avec une introduction et des notes explicatives par Georges Beaulavon, professeur de philosophie au Lycée Louis-le-Grand. 3e édition, revue et corrigée. Paris. F. Rieder et Cie, Éditeurs. 1922.